piątek, 15 lipca 2011

Znów jakiś starszy wpis znalazłam.

Układam sobie w głowie na spokojnie. Mam dużo czasu. 
Była kiedyś taka opowieść o beczce wody: kiedy woda jest wzburzona, nie widać co jest w środku, ale kiedy się ustoi można zajrzeć do środka i zobaczyć wyraźnie dno. Więc się uspokajam. W Poznaniu ciągle bym gdzieś pędziła, do pracy, na uczelnię, to tu, to tam.  Potem czasem upijałabym się wieczorami, żeby zapominać, że wcale nie jest fajnie. Rano rozglądałabym się po mieszkaniu, wypijając flaszkę wody i stukając się w głowę na myśl, co znowu spsociłam. Potem lecę dalej. Prawdopodobnie sprzedawać cheeseburgery i  MacZestawy powiększone, koniecznie z Colą Zero – bo trzeba dbać o linię(…).

Wrażeń jest zawsze mało, zwłaszcza z moim ADHD. Ale przez 2 miesiące przed wyjazdem zaczęłam się rozpędzać i myślę, że gdybym nie wyjechała mogłabym roztrzaskać sobie łeb, albo co najmniej upaść nisko na twarz. A już na pewno znielubić samą siebie.

No to uciekłam. Bardzo mi z tym dobrze, że jestem daleko. Tutaj noce są białe, za oknem zielono i przyjemnie nawet, kiedy cały dzień pada deszcz. Jak dziś, kiedy Siedzina tarasie i słucham jak szumi woda, jak stukają krople. Przecież ciągle jest jasno…

Rozkminy z kawą w kubku Włóczykija.
I czekolada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz