No to zaczyna się przygoda. Tylko dlaczego do cholery ja zawsze muszę mieć taki nieogar? Adrenalina jest wprawdzie solą życia (przynajmniej mojego), poprawia mu smak. Ale są kurwa granice. Tak to jest, kiedy polegasz na kimś, a nie tylko i wyłącznie na sobie. Może kiedyś się nauczę. Póki co, biorę na klatę to, co jest. Mknę (czy czasownik „mknąć” jest w swym zakresie oznaczania adekwatny do opisywania ruchu maszyn naszego PKP?) pociągiem do stolicy. Tam to dopiero będzie zabawa.
Ryga, Ryga, kupić bilet do Rygi. Nawet jeszcze nie wiem, czy jadę sama, czy nie. Mam wrażenie, że jestem zbyt nieogarnięta, żeby jechać sama. Ale spoko, babcia dała mi na drogę czekoladę. Dam radę. Ja mam nie dać?
Ale pewnym jest, że kiedyś sama siebie zamęczę na śmierć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz