środa, 13 lipca 2011

Z notatnika

legomies

Wpis przestukany  z notatnika:

niedziela, 10. lipca (dzień II)

Kaikki on tuhmiä.
To był długi i ciężki dzień. Radość, złość, frustracja, potem spokój uśmiech, oddech. Jeeny błagam, niech oni nie jeżdżą często do tych znajomych, bo padnę, zemrę, zginę. Masakra. Teraz doceniam, jakie świetne dzieciaki mam tutaj, tamte to diabły wcielone. Myśli nawet zebrać nie mogłam, czułam się, jakby mnie ktoś młotem walił po głowie. Bez kitu, pomyślałam nawet, że gdyby szukali au pair odradziłabym ich KAŻDEJ dziewczynie, przecież to byłoby nieludzkie, UNICEF powinien się tym zająć.... Trójka małych wariatów...
Dobra, spokój. Tutaj jest OK. Dobrze się dogaduję z Samu. Hah, dzisiaj nawet powiedział, że jestem kaunis tyttö. No raczej! :D Nie rozumiem większości tego, co do mnie mówi, ale zgrabnie przytakuję. No OK, nie rozumiem długich wypowiedzi, krótkie (najlepiej powolne) nie stwarzają problemów. Teraz w sasadzie powinnam siedzieć z nosem w książce do fińskiego i się kształcić, ale prawdę powiedziawszy.... rzygam tyyyyyyymmmm.
Zaczynam myśleć po fińsku... że co, że to dobrze? Otóż - NIE. Bo nie potrafię fińskiego, a więc moje myślenie jest ograniczone :D
To był ciężki dzień. Oby jutro było lepiej.... Idę spać, mam dzisiaj mózg wyżęty, nic mądrego nie napiszę.
Ciężko.


PS. (13. lipca) Już mi ciężko nie jest, fiński sam się ogarnia, daję radę :D To tak dla uaktualnienia, bo z powodów technicznych blogasek nie nadąża za tokiem wydarzeń - niestety. Ale w przyszłym tygodniu tulee szybki internet :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz