czwartek, 22 września 2011

pitu pitu

Suomeńskie posiadówki z kakao i czekoladą.



Z refleksji podczas spacerowania z psem:
Jestem językowym porąbańcem i każdy obcy język w jakimś stopniu mnie fascynuje. Tak więc jak bardzo nie byłby ten uniwersytet posrany, cieszę się, że studiuję filologię.

Dźwięk języka fińskiego jest naprawdę muzyką dla moich uszu, już od pierwszego usłyszenia zakochałam się w nim bezpowrotnie, już wiele lat temu. I poszłam za głosem serca, a serce śpiewało kuolema tekee taiteijlijan. Zwłaszcza mężczyźni mówiący tym ich  niskim głosem po fińsku, mmmmmm... iz medżik.

Tak, tak, Attu słyszał, psina poczciwa, jakem wybuchnęła na głos śmiechem raz, drugi i trzeci, w odpowiedzi na własne myśli.
Otóż... nieopisanie podnieca mnie (znaczy się w przenośni) dźwięk fińskiego szeptu, zwłaszcza w męskim wykonaniu, bo oni schodzą w tak niskie  rejestry. Przecież ten język jest tak piękny. Niskie dźwięki. Śpiewające samogłoski. Wydłużone głoski. Piękne słowa. (Nie wiem, czy to nie jest przypadkiem syndrom konia (zdaje się, że kilka osób wie, o co chodzi), ale przyznam, że to mnie może złamać, uhuuu :P) Dobra dobra, dosyć pitolenia. Mam jakiś śmieszny nastrój hyhy.
Okres się zbliża, mózg mi fiksuje. Pozytywnie.

Dlatego jako, że weekend tulee, a co za tym idzie - ciężkie walki o przeżycie do rana, uzbroiłam się w totalnie pozytywne myślenie i nawet pies przestał mnie wkurzać.
Myślałam już wcześniej, żeby zostać w domu, ale nie! Ruszam jak zwykle, plan ramowy: piątek po południu - wychodzę z domu, niedziela wieczorem - wracam wykończona ale zadowolona do moich małych bandytów.
Idę, idę, bo kto wie, co się zdarzy, precz z biernością, precz z przeczem! arzy, precz
A dwa, trzeba przecie obalić polską wódkę z fińskimi przyjaciółmi. Niech znają co dobre. Niese polska kultura.
Generalnie, wesoło mi. Bez żadnego powodu. 


Joo mä eteenpäin mee, taakse en ikinä!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz