Częstotliwość aktualizacji bloga przygasła, jako i przygasł pęd wydarzeń. Nie, nie wydarzeń. Nowości. Dzieje się dużo, każdy dzień jest inny, każdy czegoś uczy, każdy czymś wkurza i czymś też cieszy. Ale to wszytko nie jest już takie nowe, czuję się coraz bardziej jak w domu, przyzwyczajam się do wszystkiego, coraz mniej mnie dziwi. Coraz bardziej kocham to miasto i ten kraj. Chociaż wiadomo, że nie jest idealnie, nigdzie przecież nie jest i nie będzie. Lato jest przecudowne, chociaż niestety już się kończy. Przede mną nieco niepokojąca perspektywa długiej, zimnej i ciemnej zimy, ale szczerze to nie mogę się jej doczekać. Ziiimmaa mmmmmm... ;-)
- Poznałam ludzi, których za nic bym już nie oddała, chociaż zdawało mi się, że będzie bardzo trudno się odnaleźć.
- Pokochałam te dzieciaki, i kiedy wracam po weekendzie miło jest je zobaczyć, nawet jeśli potrafią czasem zdenerwować mnie niemiłosiernie.
- No, i naprawdę uwielbiam dźwięk tego języka. Zwłaszcza w męskim wydaniu, achhh.
- Jest ruisleipä. <3
- Mogę późnym wieczorem siedzieć w starej saunie nad jeziorem, potem wychodzić na pomost i wpatrywać się w ciemną wodę jeziora, granatowe niebo i lasy na horyzoncie. Patrzeć jak paruje ze mnie ciepło. Potem stać i moknąć w zimnym, nocnym deszczu. I pobiec znów do sauny pachnącej brzozą.
- Mogę po drodze do domu zahaczyć o market i kupić przewspaniały Fazer sininen, po czym w nagłym napadzie wszamać prawie całą tabliczkę na raz, chociaż obiecywałam sobie jeść ją po trochu...
- Mogę wyjść z domu i spacerować po lesie bez zegarka, bez komórki, bez spraw na głowie. Czasem tylko z psem na smyczy.
- Mogę chyba trochę zmądrzeć...
Dziewczyno! To, co masz... Doceń to. Po prostu ciesz się tymi wszystkimi małymi rzeczami, które wypunktowałaś i nie zwracaj uwagi na wszystkie trudności czy przeciwności. :) Wiesz, nie wszystkim się udaje. Marzę o Finlandii od czwartej klasy szkoły podstawowej. Obecnie jestem w liceum i... wciąż nic. To strasznie przytłaczające... Może udałoby mi się dostać od Ciebie jakieś słowo pocieszenia? Byłoby miło...
OdpowiedzUsuńAleż mam zapłon! Nie bywałam tutaj od długiego czasu, dopiero przeczytałam Twój komentarz. Ja też sobie długo marzyłam, miałam zdaje się 14-15 lat, kiedy fiński wbił mi się do głowy na amen. Po drodze było wiele wątpliwości i innych pomysłów, ale jakoś się udało :) Przetrwałam 2 lata na uniwersytecie, a potem uciekłam tutaj... Wszystko da się zrobić, jeśli tylko będziesz wystarczająco uparta. :) I nie warto słuchać innych, bo ciągle tylko powtarzają, że to, co chcesz robić nie ma sensu, że nie jest przyszłościowe, albo po prostu nienormalne, 'daj spokój, poważna bądź!'... blablabla... Nie bądź poważna, spełniaj swoje marzenia, bo jeśli sami sobie z życia nie weźmiemy tego, czego pragniemy, to niestety nikt nam tego na tacy nie przyniesie... Wręcz przeciwnie, będą zawsze rzucać kłody pod nogi. Tak więc, kokodżambo i do przodu! Tak mówią chłopaki, co nie płaczą!
OdpowiedzUsuń