piątek, 5 sierpnia 2011

Dobry 5. sierpnia



Miały to być dwa zdania napisane na fotoblogu, bo tak mnie naszło, żeby tam coś dodać, a oto co wyszło...

Tak bardzo się cieszę, że się nie poddałam, że jakimś cudem ogarnęłam wszystkie sprawy, chociaż byłam już na skraju. Chciałam spać, po prostu położyć się, zamknąć oczy i zasnąć. Przespać miesiąc, dwa, przeczekać czas, nad którym nie mogłam zapanować. 
Ale zawsze kiedy biegałam długie dystanse w szkolnych zawodach, ludzie dziwili się skąd mam tyle siły na końcu, kiedy zaczynam nabierać wielkiej prędkości i śmigam na metę, chociaż wyglądałam wcześniej jakbym już miała paść na twarz. Coś takiego mam, kiedy jest już blisko celu, znajduję jeszcze siłę, nie wiem skąd. 
Nie zasnęłam więc. Mój przyjaciel, wielki kubek do kawy, zawsze dodawał mi mocy. Albo tak sobie tylko wmawiałam; ale był dzielnym towarzyszem. 
Postawiłam sobie jasny cel, nabrałam prędkości.... i jestem. Udało się. Sesja, praca, wyprowadzka, dom, ludzie... Wszystko udało się ułożyć, spakowałam walizkę i pognałam daleko, gdzie ludzie żyją spokojniej, gdzie mogę w końcu odpocząć. I powraca moja pasja do tego, co chciałam przecież robić przez tyle lat... Gdzieś to traciłam po drodze przez ludzi rzucających kłody pod nogi, przez okoliczności, przez uczelnię, która zamiast uczyć latać, przygniata nas do ziemi. Pewnie też i przez samą siebie, zbyt dużo sobie odpuszczałam, zbyt byłam słaba, znów pogrążałam sama siebie. A przecież codziennie rano na wyświetlaczu telefonu pojawia się to samo zdanie - Kuka voi itsensä voitta, ei koskaan häviä (Kto potrafi zwyciężyć samego siebie, nie zginie nigdy.). A ileż to razy największym wrogiem moich marzeń byłam ja sama?

Hej moja Finlandio, zawsze wiedziałam, że jest w Tobie coś magicznego. I teraz to czuję. Każdym zmysłem, kiedy patrzę, jak pięknie jest w koło (yhmm, nie myślę na razie o ciemnej jesieni hyh), kiedy widzę tą zieleń wszędzie wkoło, kiedy czuję, jak pięknie pachnie tutaj lato, kiedy zamiast znów gdzieś biec dotykam świeżej trawy i pływam nago w jeziorze, a każdy dzień smakuje inaczej, każdy niesie ze sobą coś nowego... 

Uśmiecham się do wspomnień, ale wcale nie chce mi się wracać.
I nie wrócę. Na pewno nie do tego, co było.
I już nie taka sama.



Póki co, knuję wrześniową wizytę w Polsce, rzekłabym wrześniową kampanię, ale może się mylić z sesją, a to mam już za sobą :D Mhm, ano jest nad czym kontemplować, planować i kombinować. Goście z Brazylii i Niemiec, Żnin, Poznań, Bieszczady, i... Taaa, czy mi starczy na to wszystko czasu i ogarnięcia? Najpierw muszę upolować bilet. Wrzesień, Turku-Gdańsk: 5 euro. Żal nie skorzystać! A i Turku trzeba przecież znów odwiedzić.

Pozdrawiam i nie tęsknię. ;)



Kun uni ei tuu - kiedy sen nie przychodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz